Dwie promocje jeden cel

Spór, pomiędzy wyższością first minute nad last minute trwa od jakiegoś czasu, i przypomina ten co jest lepsze: cola czy pepsi, PS3 czy XBOX itp.; każdy miłośnik danego produktu ma swoje racje, których tamten drugi nie rozumie i nie zaakceptuje.

W gwoli wyjaśnienia, first minute to rezerwacja na urlop co najmniej na pół roku przed datą wyjazdu/wylotu, zaś last minute to rezerwacja dokonywana na kilka dni, a czasem nawet i kilka godzin przed wylotem. I jak zwykle chodzi o pieniądze.

Biura podróży first minute reklamują jako wyjazd z 40% rabatem, darmową wycieczką fakultatywną i czasem jakieś gadżety od touroperatora, np. torba chłodząca, koc polarowy albo firmowe etui na paszport. Last minute natomiast to wyprzedaż na pniu, byle tylko sprzedać miejsce i mieć w samolocie komplet. Cena często jest bardzo atrakcyjna, często nawet bardziej niż przy first minute, ale nie ma możliwości otrzymania zniżki na wycieczkę lokalną.

Co zatem lepsze?

Nie ma jednej odpowiedzi. Oba sposoby promowania wyjazdu są warte uwagi. Jeśli ktoś zna datę terminu urlopu wcześniej, to faktycznie można rezerwować first minute. Jeśli natomiast ktoś woli spontaniczność, to warto wybrać last minute. First minute opłaca się zawsze, last minute często. Najczęściej pod koniec sezonu, kiedy biura podróży zaczynają już sprzedawać np. „zimę” i wtedy wyprzedają już katalog lato.

Promocje są od tego, aby z nich korzystać. Specjaliści od promowania produktów dwoją się i troją aby zyskać uwagę klienta. Wybór zależy od klienta. Z doświadczenia jednak wiem, że w obu sztandarowych promocjach biur podróży, trafiają się prawdziwe perełki…