Na zapisy

Wchodząc niedawno do niewielkiego, osiedlowego salonu fryzjerskiego spotkało mnie małe zaskoczenie. Był poranek, około 9, salon pusty. Właścicielka/fryzjerka ubrana już w swój roboczy fartuch. Ucieszyłem się, że nikogo nie ma. Jestem pierwszy, więc będzie szybko.

- Pan do strzyżenia? – zapytała mnie.

- Tak.

- Więc może na 9.45? – zaproponowała

Zdziwiłem się, ale zgodziłem.

- Dobrze, więc zapiszę pana na 9.45.

Mieszkam blisko, więc wróciłem do domu. W przeciwnym razie musiałbym przespacerować się po osiedlu, albo zaczekać w salonie. Od wyznaczonego terminu strzyżenia dzieliło mnie 25min. Idąc zastanawiałem się, dlaczego fryzjerka, nie mając nikogo w salonie zapisała mnie na za 25 minut? Moje strzyżenia nie trwa więcej niż 15. Więc…? 

Przychodziły mi do głowy różne myśli. Od tych najbardziej prozaicznych, że trzeba przygotować (w sensie wyczyścić) nożyczki aż do tych bardziej skomplikowanych. Np. takich, że umawianie się do fryzjera dodaje zakładowi prestiżu. Że działa to na zasadzie doorselector. Im bardziej prestiżowy klub tym trudniej się tam dostać. Wejściówkę mają tylko wybrani. Podobnie może być z salonem fryzjerskim. Można się ostrzyc, ale tylko po zapisaniu.

Wiem, że najprościej byłoby pani zapytać, skąd ten pomysł na zapisywanie. Tym bardziej, że wcześniej przychodziłem tam i nie musiałem się zapisywać. Przychodziłem i bywałem obcięty. Więc…?

Zawsze wszystko było gotowe. Lusterka gotowe, krzesła ustawione, muzyczka leciała .  Tak naprawdę nie wiem, dlaczego nagle zaczęto strzyc na zapisy. Nie przeszkadza mi to, ale zastanawia. Może ma to na celu to, o czym nieustannie tutaj piszemy, czyli promowanie.