Proste, ale nie niemożliwe

To nie żart. Ostatnio  przeczytałem książkę pt. Ultramaratończyk i pierwszą myślą, było „ten facet to się potrafi promować”. Dean Karnazes zawsze lubił biegać. Ale prawdziwą frajdę sprawiało mu bieganie wszystkiego „50+” czyli biegów powyżej 50km. Kiedy po pracy przychodził do domu, brał bidon i ruszał w trasę. Czasem biegał niemal przez całą noc. Dlatego też zawsze zabierał ze sobą także latarkę.

Jest wiele osób, które twierdzą, że bieganie jest bez sensu, że nic nie daje, że jest nudne i monotonne. Nie będę polemizował, bo każdy może uważać sobie co chce. Jeśli jednak nie potrafi w bieganiu dostrzec czyjejś pasji, to trudno. Każdy biegacz, nie ważne czy krótkodystansowy czy długodystansowy po przeczytaniu książki „Ultramaratończyk” założy buty i pójdzie pobiegać.

Książkę czyta się przysłowiowym jednym tchem i chyba o to właśnie chodziło autorowi. O to by zmobilizować wszystkich niezmobilizowanych do wyjścia na trening. Karnazes jak każdy współczesny biegacz nie może obejść się bez kilku gadżetów. Do najważniejszych można zaliczyć tutaj zegarek oraz odtwarzacz mp3.

Gdyby nie książka „Ultramaratończyk” wiele osób nawet zawodowo zajmujących się bieganiem nie widziałaby kim jest Dean Karnazes. Autor wykorzystał swoją pasję do biegania by napisać książkę o tym, co sprawia mu największą frajdę na świecie. Jak sam pisze, najwięcej rzeczy w sprawie książki wymyślił podczas biegania. Nosił ze sobą dyktafon i za każdym razem, kiedy coś przyszło mu do głowy nagrywał sobie. To dość powszechna forma utrwalania informacji wśród pisarzy. Pisanie autobiografii jest ciekawą formą promocji chociaż dość ryzykowną. Ciekawą dlatego, że pozwala zaprezentować światu swoją pasję. Ryzykowną natomiast, ponieważ jako osoba znana tylko w określonym środowisku może się nie przebić.

Dean`owi  Karnazes` owi się udało i chwała mu za to, bo nie tylko w sposób lekki i zabawny opowiada o długim i trudnym biegu na np. 320 km, ale także jest w stanie zarazić pasją wielu już wypalonych biegaczy, a także pozyskać nowych.