Doradcom.

Dzisiejszy tekst sprowadza się do prostego pytania: Czy ufać doradcom?

W zasadzie każdy klient ma świadomość, że doradcy nie zawsze kierują się dobrem kupującego. Doradcy handlowi (występujący pod różnymi nazwami: specjaliści do czegoś tam, doradca fachowy, konsultant klienta itp.) sprzedając realizują nie tylko marzenie klienta, ale także zobowiązanie wobec swojego kierownictwa i producenta marki, którą reprezentują. Nie ważne, czy sprzedają zegarki czy jakiekolwiek inne produkty. Oficjalnie jest tak, że zawsze liczy się dobro klienta, ale wszyscy wiedzą, że zadowolenie dyrektorstwa jest o wiele ważniejsze. Nawet jeśli chcemy kupić tylko konkretną aktówkę, to kiedy sprzedawcy mają akurat umowę czy układ z innym producentem, to będą nam wmawiali, że ta jest lepsza od tamtej.

Zasadniczo nie ma w tym nic złego gdyż producenci, którzy nagradzają doradców różnymi gadżetami, reprezentują dobre marki, które dokładają wszelkich starań aby ich produkt ich dobry i „sam się sprzedawał”. Decyzja zależy od klienta, czy ulegnie sugestii czy nie, czy kupi tylko to, po co przyszedł czy też kupi coś innego.

Każdy sprzedawca realizuje określoną misję i cel sprzedażowy. Nie ma w tym nic złego. Człowiek podpisując umowę, zobowiązuje się do przestrzegania zasad. Klient musi sam być świadomy tego, że może być obiektem perswazji. Sam musi sobie odpowiedzieć na pytanie, czy jest stanowczy, zdecydowany i zdeterminowany. Dlatego nie powinno się do końca ufać doradcom. To, co nam mówią trzeba przemyśleć w oparciu o naszą wiedzę, doczytać, dopytać a dopiero wtedy podjąć decyzję. Bo nie ma nic gorszego niż kupienie produktu, którego nie chcieliśmy, a który posiadamy przez własną naiwność i podatność na manipulację.